Piękny słoneczny weekend za nami, mamy nadzieję, że skorzystali Państwo z fantastycznej pogody!
No właśnie, weekend. Słowo angielskie, które do polszczyzny dostało się już wiele lat temu i do dziś nie znalazło swojego spolszczenia.
O konkursie na znalezienie polskiego odpowiednika weekendu pisał już Julian Tuwim w swoim zbiorze „Cicer cum caule, czyli Groch z kapustą”. Podobno propozycji było mnóstwo, m.in. dwudzionek, wylotka, pokrzepiówka, wywczaśnik, wytchniówka, odświeżka, wypoczka, dwudniówka, naturzanka, doboświątek, niedziałek
Jak wiemy, żadna nie weszła do oficjalnego obiegu.

Ciekawe propozycje podpowiada internet. Całkiem elegancko brzmi akronimowe słówko „piąson” (PIĄtek + SObota + Niedziela), podobny pomysł przyświecał twórcom wyrazów zapiątek i sobniela. A może lepiej dosłownie? Skoro „weekend” składa się z angielskich słów „week” (tydzień) i „end” (koniec), to niezłym zamiennikiem mógłby być np. neologizm „tydzioniec”?
Chyba jednak nic już tutaj nie wskóramy i pozostaje nam zaakceptować weekend w takiej właśnie „niesłowiańskiej” pisowni. W jednej z ksiąg przygód „Tytusa, Romka i A’Tomka” padła nawet sugestia, że słówko „łykend” pochodzi od łyku świeżego powietrza… I tego się trzymajmy. Pozdrawiamy!
