Weekend po polsku?

Piękny słoneczny weekend za nami, mamy nadzieję, że skorzystali Państwo z fantastycznej pogody! ☀️ No właśnie, weekend. Słowo angielskie, które do polszczyzny dostało się już wiele lat temu i do dziś nie znalazło swojego spolszczenia.

O konkursie na znalezienie polskiego odpowiednika weekendu pisał już Julian Tuwim w swoim zbiorze „Cicer cum caule, czyli Groch z kapustą”. Podobno propozycji było mnóstwo, m.in. dwudzionek, wylotka, pokrzepiówka, wywczaśnik, wytchniówka, odświeżka, wypoczka, dwudniówka, naturzanka, doboświątek, niedziałek 😊 Jak wiemy, żadna nie weszła do oficjalnego obiegu.

Ciekawe propozycje podpowiada internet. Całkiem elegancko brzmi akronimowe słówko „piąson” (PIĄtek + SObota + Niedziela), podobny pomysł przyświecał twórcom wyrazów zapiątek i sobniela. A może lepiej dosłownie? Skoro „weekend” składa się z angielskich słów „week” (tydzień) i „end” (koniec), to niezłym zamiennikiem mógłby być np. neologizm „tydzioniec”?

Chyba jednak nic już tutaj nie wskóramy i pozostaje nam zaakceptować weekend w takiej właśnie „niesłowiańskiej” pisowni. W jednej z ksiąg przygód „Tytusa, Romka i A’Tomka” padła nawet sugestia, że słówko „łykend” pochodzi od łyku świeżego powietrza… I tego się trzymajmy. Pozdrawiamy!